Dzieciństwo Micza nie było usłane różami. Był tłuściochem i do tego namiętnie kulał kozy wydłubane z nosa. Lepił z nich przeróżne bryły geometryczne. Całymi dniami wpatrywał się w dobrze zbudowanych ratowników morskich. Już wtedy wiedział, że nie dla grubasa kiełbasa. Ciocia Micza, germańska piękność, Simona Miller namówiła małego Bjukanena na wyjazd terapeutyczny. Celem była Grabina - polski Szwardzwald.
Po przyjeździe do Grabiny Micz popadł w depresję i próbował ulepić mega kozę. Micz zdezorientowany brakiem ratowników na pobliskim akwenie próbował popełnić samobójstwo. Uratował go Lucjan Mostowiak i podjął jak syna. Wyczuł problem, postanowił pomóc grubaskowi i zalecił serię lewatyw "Darem Grabiny". Sprzęt został sprowadzony ze stolicy. Jedynym szczęśliwym posiadaczem takowego urządzenia był wujek Rysio - maniak higieny. To on pierwszy nauczył Micza myć rączki po dłubaniu w nosie. Micz schudł nagle w 14 dniu lewatyw. W podziące wręczył Lucjanowi pokaźną kozę, którą lepił kilka miesięcy. Rysio, Sztefan i Micz wypili Starogardzką i narzygali Lucjanowi do szachów, a Natalce do tornistra.